Wstałam bardzo rano. Byłam pełna energii, gdyż już chciałam zacząć trenowanie mojego pokemona. Założyłam swoje puchate kapcioszki i wyszłam z pokoju. Mieszkałam w dużym domu. Znajdowały się tu dwie łazienki, kuchnia, cztery inne pokoje oraz ogród. Mogę również dodać, że mamy tutaj garaż czy piwnicę - jak kto woli. Trzymamy tam dwa samochody i różne sprzęty; basen, kosiarkę, rowery i pozostałe maszyny. Każdy chyba by marzył, żeby żyć tutaj. No może większość osób. Jednak gorzej z moimi rodzicami, ponieważ oni ciągle wyjeżdżali gdzieś i mówili zazwyczaj "Dostaliśmy zlecenie, aby pojechać tam. Sprawy z pracy...". W domu zostawałam tylko ja, mój pokemon i Chansey, która sprzątała i ogólnie opiekowała się domem. Powracając do mojego dnia; wyszłam z pokoju i udałam się do łazienki. Tam uczesałam się, umyłam zęby i zeszłam na dół, gdyż pokój mój był umieszczony na piętrze. Podeszłam do lodówki i wyjęłam mleko. Wzięłam także miskę i płatki owsiane z szafki. Utworzyłam danie zwane "Płatkami z mlekiem" lub "Owsianką" i zasiadłam do stołu. Chansey jak zwykle od rana biegała z pokoju do pokoju. Zapewne coś sprzątała. Cóż....Chyba nikt nie kazał jej tego robić, więc nie rozumiałam postępowania tego stworzenia. No ale co zrobię? Nic... No właśnie. Zabrałam się do jedzenia mojej ukochanej potrawy. Do tego zaczęłam czytać encyklopedię o pokemonach, która - nie wiadomo dlaczego - leżała na stole. Wyszukałam stronę o nazwie "Nidoran" i zaczęłam czytać. Chciałam zdobyć trochę informacji o moim podopiecznym. A właśnie! Gdzie mój pokemon? Wstałam spanikowana i przeanalizowałam parę razy pomieszczenie.
- Nidoran! Nidoran! - krzyczałam, wchodząc po schodach.
Jednak żadnej reakcji. Jakby Nidoran zapadł się pod ziemię. Jednakże po dokładnym przeszukaniu domu, znalazłam trujące stworzenie, które wyjadało owoce z mojej torby. Była ona już doszczętnie rozwalona. Westchnęłam i wyjęłam pokemona. Uniosłam go delikatnie do góry i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Nie rób tego więcej... - mruknęłam znudzona.
Odłożyłam stworzenie na podłogę. Następnie podeszłam do szafy i wyjęłam ubranie, a tak dokładniej bieliznę. Później dołożyłam tylko legginsy, bluzkę oraz skarpetki. I gotowe! Strój na dzisiaj przygotowany. No to co mi jeszcze zostało... A! Nakarmienie Nidorana. Ech... On to już sam zrobił. No to może pójdę do sklepu i kupię nową torbę? Mam duuużo oszczędności, więc nic się nie stanie. Przyszykowałam się do końca i wyszłam. Mój pierwszy pokemon skakał wesoło obok mnie. Szybko dotarłam do sklepu z torbami. Nie wybrałam typowej skórzanej, tylko taką na rzep, którą można przewiesić przez ramię i zwisa koło bioder. Torba była czarna z błękitnym wzorem w romby. Uśmiechnęłam się szeroko i poszłam z nią do kasy. Tam z kolei zapłaciłam za towar i wróciłam do domu. Tam spakowałam potrzebne rzeczy, czyli: pokeballe, butelkę soku, przysmaki, dwa jabłka, pokedex itp. Później ponownie wyszłam z domu. Tym razem chciałam już powalczyć z kimś. W tym celu podążyłam drogą prowadzącą do sali w Kanto. Kierowałam się mapą w moim elektrycznym przewodniczku. W końcu do dotarłam do upragnionego miejsca. Wyzwałam jednego z tutejszych trenerów na bitwę. Chłopiec zgodził się. Przeciwnik, z którym walczyłam, był niski i młody. Miał zapewne 10 lat. Heh, na pewno go pokonam! Chłopiec nazywał się Jack. Dziecko wystawiło do walki Ponytę. Ja oczywiście przyzwałam Nidorana.
- Flamethrower! - krzyknął.
- Unik, a następnie Acid Armor! - odparłam tym samym tonem.
Mój pokemon zwinnie uniknął ataku. Teraz Nidoran była bardziej odporniejsza na ataki wroga.
- Poison Fang! - rozkazałam.
Pokemon szybko podbiegł do ognistego konia i go ugryzł. Ponyta przybrała barwę bardziej fioletową, gdyż była zatruta.
- NIE!!! Ponyta, Ember!!!! - zażądał chłopak.
Ogień kuca trafił w Nidoran. Aczkolwiek ta z kolei odegrała się Poison Tail.
- Ty głupi ośle! Pokonaj wreszcie tego gryzonia! - darł się.
Wykorzystałam tą okazję, kiedy Ponyta była zajęta i kazałam Nidoranowi zaatakować ją ruchem Poison Fang. Samica wykonała atak bezbłędnie, a zatruta klacz upadła i była za słaba, żeby walczyć. Jack umieścił ją w pokeballu i z grymasem na twarzy odszedł. Ja także przywołałam Nidoran do pokeballa i żwawym krokiem udałam się do Centrum Pokemon. Ten pierwszy trening był na prawdę udany. Oddałam kulkę Siostrze Joy, a ta zabrała go gdzieś. Usiadłam na jednej z ławek i czekałam. Nagle dosiadła się do mnie inna dziewczyna, która miała na ramieniu jakiegoś pokemona.
- Kim jesteś? - zapytałam zaciekawiona.
<Ktuś? xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz