piątek, 6 listopada 2015

Od Kiary - Cd. historia Katherin

Dzisiaj szykowało się na piękny dzień. Postanowiłam pójść z moimi pokemonami do lasu i potrenować. Gdy znalazłam się już wśród drzew znalazłam idealne miejsce, polana z powalonym pniem.
-Nidorana, Riolu do mnie!- powiedziałam i pokemony posłusznie się pojawiły.
-Nidorana Toxic Spikes, Riolu Double Kick!- pokemony razem zaatakowały i drzewo rozpadło się na pół. -Dobrze! Teraz Nidorana użyj Toxic a Riolu Focus Punch!- Nidoran podbiegł do jednej z części i drzewo rozpadło się, drugi kawałek też rozsypał się po uderzeniu Riolu. -Brawo!- przytuliłam moje pokemony i dałam i po trzy poke przysmaki. Schowałam je do pokeballi i ruszyłam w stronę miasta w celu kupienia paru rzeczy. Na mojej drodze spotkałam dziewczynę.
-Cześć.- przywitałam się. -Jestem Kiara.
-Ja Katherin.- odpowiedziała. Podeszłam nieco bliżej.
-Wiesz może jakie jest najbliższe miasto?
-Nimbasa, właśnie stąd pochodzę.
-Dzięki.- uśmiechnęłam się.
-A ty jesteś z?
-Hoenn z Petalburg'a.- nastała chwila niezręcznej ciszy, przerwało ją dźwięk otwierającego się pokebbala. Przed nami stanął mój nidoran. Mogłam to przewidzieć, mój pokemon był bardzo ruchliwy i nie lubił siedzieć w pokeballu i wychodził z niego przy każdej okazji.
-Też mam nidorana, tyle że samca.
-Fajnie.- uśmiechnęłam się i wzięłam nidorane na ręce. -Idziesz ze mną do miasta?
-W sumie nie mam nic do roboty.
-Świetnie.- wolnym krokiem ruszyłyśmy w stronę miasta.

<Kaherin?>

Od Katherin

Wstałam dzisiaj wcześnie rano. Umyłam się, uczesałam i ubrałam. Podeszłam do parapetu przy oknie w moim pokoju, na którym siedział Nidoran i patrzył przez okno. Wzięłam go na ręcę, a ten krzyknął zadowolony:
-Ni! Nido!-i wtulił się we mnie.
Zaśmiałam się cicho i zeszłam gotowa na dół. Moi rodzice nadal mieli urlop. Ich pokemony były z tego wyraźnie zadowolone, gdyż w końcu zwracali na nie uwagę, ale za 4 dni ich urlop miał się już skończyć. Westchnęłam cicho i położyłam Nidorana na podłodze, a on pognał do kuchni. Zobaczyłam mamę siedzącą na kanapie w przedpokoju z Liepard, która mruczała i wtulała się w mamę. Moja rodzicielka piła herbatę mandarynkową, co było czuć już z kilometra, gdyż aromat napoju unosił się po całym pokoju.
-Obiad masz na stole. Tata wyszedł z Bouffalant'em, żeby się trochę odświeżyć-powiedziała.
Skinęłam głową i podeszłam do stołu w kuchni, jednak zanim zaczęłam jeść, wywołałam z pokeballa Swinub'a i nasypałam mu i Nidoranowi do misek karmy dla pokemonów. Chwilę po tym zasiadłam do śniadania. Była to parówka, jajko sadzone i chleb razowy oczywiście z herbatą mandarynkową. Po posiłku pozmywałam naczynia, schowałam moje pokemony do pokeballi. Gdy przebiegałam obok kanapy, gdzie siedziała mama, wykrzyknęłam:
-Mamo, wychodzę!
Doszłam do drzwi, założyłam granatowe kozaki z kryształami i błękitny, przezroczysty, jedwabny płaszcz i wyszłam z domu. Dzień był ładny, a ja postanowiłam go wykorzystać na trening. Po kilku minutach poszukiwań znalazłam 2 duże skały. Wywołałam pokemony z pokeballi.
-Swinub, Blizzard, Nidoran, Poison Fang!-krzyknęłam.
Pokemony wykonały moje polecenia, a ataki zostały skierowane na jedną ze skał, którą rozkruszyła się na kawałki.
-Wspaniale! Teraz druga skała. Swinub, Dig, Nidoran, Toxic Spikes!
Pokemon świnka zakopał się w ziemię i uderzył kamień spod ziemii. Wszystko pięknie zakończył Nidoran, rozwalając skałę. Pochwaliłam pokemony i poszliśmy dalej. Wtedy natknęłam się na jakąś dziewczynę.
-Cześć. Jestem Kiara-przedstawiła się.
Kiara?